Wyjazd do Mińska – tam i z powrotem – naładowany, ale wyjątkowy punkt roku

W tym roku było niewiele wpisów na blogu, choć pięknych momentów nie brakowało… Tak, pisaliśmy o naszym ślubie w marcu, był nawet krótkie wspomnienie o podróży poślubnej, ale wtedy dopiero zaczął się kwiecień…

Oczywiście moglibyśmy wysłać ładne zdjęcia z naszej spokojnej wakacyjnej wyprawy nad polskie morze. Cieszyliśmy się morzem, plażą, odpoczynkiem, długimi spacerami itd. Ale o takich rzeczach trudno napisać coś naprawdę oryginalnego.

Znacznie ważniejszy był w tym roku intensywny kontakt z rodziną. Nie tylko tradycyjny rodzinny weekend w Holandii w czerwcu, czy wizyta rodziców Reiniera do Polski z okazji urodzin Tatiany we wrześniu, ani też wizyta u nagle ciężko chorego ojca Reiniera w grudniu… Nie – naładowanym, ale wyjątkowym punktem kulminacyjnym tego roku było dziesięć dni w Mińsku. Po raz pierwszy rzeczywisty kontakt z ojcem i siostrą Tatiany, poznanie wielu znajomych i przyjaciół, zanurzenie się w białoruskim społeczeństwie – tak bliskim, a jednocześnie tak odległym od polskiego – a wszystko to dlatego, że Łukaszenko od pewnego czasu nie wydaje już paszportów poza granicami swojego kraju… A więc dla paszportu, który i tak w przyszłym roku straciłby ważność, do którego trzeba było wpisać nowe nazwisko, wybór był jeden: podróż do Mińska i z powrotem!

Cieszyliśmy się, że latem mogliśmy przeżyć to razem. Są powody, dla których Tatiana musiała opuścić swój kraj na początku 2023 roku, i jeśli mielibyśmy się z nimi zmierzyć, to zdecydowanie woleliśmy zrobić to razem. A w takiej sytuacji holenderski paszport mógł się przydać.

Nie będzie to pełna relacja z podróży – także dlatego, że stosuję pewną formę lekkiej autocenzury – ale kilkoma wrażeniami i punktami kulminacyjnymi na pewno chcemy się z Wami podzielić:

  • Ktoś ma ochotę na prawdziwe doświadczenie graniczne? Spróbuj przejścia Terespol–Brześć! 😊 Każdy obywatel UE może wjechać do kraju bez wizy na maksymalnie 10 dni, ale w praktyce nie jest to wcale takie proste. Odsyłanie z miejsca na miejsce, mnóstwo czekania, jeszcze więcej kontroli – łącznie ze sprawdzaniem portfela – a gdy po 8 godzinach wydaje się, że na reszcie koniec, trzeba ustawić się na końcu dwugodzinnej kolejki do tunelu rentgenowskiego, przez który musi przejechać samochód…

  • A gdy w końcu, o trzeciej w nocy, wjeżdżasz do Brześcia, nagle widzisz bardzo nowoczesne miasto, z szerokimi, równymi drogami, tylko że… absolutnie wszystkie samochody mają białoruskie tablice rejestracyjne. W ciągu dziesięciu dni na Białorusi, dosłownie obok naszego własnego Volkswagena, widzieliśmy tylko dwa (!) samochody z unijną flagą na tablicy… Naprawdę trafiasz do zupełnie innego świata!

  • Zawsze słyszałem, że spośród wszystkich krajów europejskich to Polska najbardziej ucierpiała w czasie II wojny światowej – z 20% ludności, która zginęła, i całkowicie zniszczoną Warszawą. Białoruś nie była wówczas państwem niepodległym, ale tam ten odsetek wynosił około 27%… A w Mińsku nawet nie próbowano przywracać czegokolwiek do pierwotnego stanu. Nie ma pięknej starówki jak w Warszawie czy Poznaniu – zamiast tego Mińsk to miasto szerokich alei w typowym stylu sowieckim. Dziwne, ale bardzo zadbane!

  • Odwiedziliśmy kilka budynków rządowych… To były osobliwe doświadczenia. I na tym na razie poprzestańmy. Najważniejsze jednak: Tatiana otrzymała nowy paszport! Alleluja!

Kontakt z ojcem i siostrą Tatiany był wyjątkowy – byliśmy szczęśliwi i wdzięczni, że mogliśmy przeżyć to razem.

Wspólne uczestnictwo w nabożeństwie i możliwość wspólnego przekazania słowa w kościele, w którym Tatiana przez 30 lat pełniła funkcję kierowniczą, było bardzo wzruszające.

Razem zorganizowaliśmy dodatkowe przyjęcie w jednym z innych budynków kościelnych tuż za miastem dla bliskich przyjaciół, którzy nie mogli otrzymać wiz na nasz ślub w marcu – przyjaciół, którzy wstawiali się za nami w modlitwie bardziej, niż my kiedykolwiek moglibyśmy za nich… Niesamowite!

I razem mogliśmy cieszyć się niespodzianką od Tatiany… Jezioro Łabędzie w Teatrze Narodowym w Mińsku! Nie, jeśli chodzi o balet, to w Europie Wschodniej naprawdę rozumieją to lepiej. Wow!

I tak — fakt, że w wielu sytuacjach trzeba bardzo uważać na słowa… To sprawia, że całe doświadczenie jest bardzo ambiwalentne. Radość ze spotkań i przeżyć, ale też ogromna wdzięczność, gdy po kolejnej ośmiogodzinnej batalii dotarliśmy na drugą stronę granicy, tym razem litewskiej — gdzie samochody na białoruskich tablicach nie mogą przekraczać granicy — na co zdecydowaliśmy, kiedy dowiedzieliśmy się, że czas oczekiwania w Brześciu przekroczył cztery dni…

To, co zauważyłem w Polsce pod koniec lat 80. — wtedy kraju zamkniętym, z ponurymi twarzami na ulicach, ale niezwykle ciepłym i gościnnym, gdy tylko człowiek znalazł się „w środku” — zobaczyłem teraz ponownie w Mińsku. Jakich wspaniałych ludzi tam spotkaliśmy — jak bardzo są życzliwi, zaangażowani, serdeczni, gościnni i… odważni!

Tak bliscy — Holandia jest przecież dalej w kilometrach — a jednocześnie tak niedostępni… Ukradli sobie moje serce!

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *