Przebadać granicę…

Po ponad dwóch tygodniach pracy na granicy naszych możliwości poczuliśmy rosnącą potrzebę poszerzenia naszej, na razie raczej regionalnej, perspektywy i aktywnego uczenia się od innych. I dość szybko przeszliśmy od słów do czynów! W miniony poniedziałek i wtorek z 7-osobowym zespołem z Bread of Life zrobiliśmy sobie wycieczkę prawie 1200 km do granicy z Ukrainą…

Szczególnie zależało nam na nawiązaniu kontaktu z różnymi lokalnymi organizacjami i kościołami, które czynnie udzielają pomocy uchodźcom z Ukrainy, ale także na osobiste zapoznanie się z warunkami, w jakich przebywają uchodźcy przy przekraczaniu granicy.

To było intensywne, efektowne i bardzo pouczające!

Kilka pierwszych wrażeń z przejścia granicznego w Dorohusku, najbardziej wysuniętego na północ głównego przejścia na wschód od Lublina:

  • Przede wszystkim zauważyliśmy, że nie każdy może podjechać do granicy ze strony Polski. Wszędzie jest nadzór policyjny i rejestracja całego ruchu, aby zmniejszyć ryzyko handlu ludźmi. Słyszeliśmy historie na ten temat i zauważyć jaka jest sytuacja teraz, jest zachęcające. Jako przedstawiciele organizacji humanitarnej pozwolono nam kontynuować jazdę.
  • Ale postawa wszystkich policjantów, których widzieliśmy, była również wyjątkowa: bez wyjątku zachowywali się jako ludzie współczujący, a nie jako oficerowie lub „ramię prawa”. Nigdy czegoś takiego nie widziałem!
  • Już na samej granicy każdy otrzymuje ulotki z pełną informacją o tym, jak można uniknąć niebezpieczeństw i gdzie można szukać pomocy. Wielu wolontariuszy z różnego rodzaju organizacji zajmuje się dystrybucją żywności, odzieży, wózków dziecięcych, lekarstw i innych artykułów pierwszej potrzeby oraz udzielaniem informacji. Nawet i my, jako ludzie pomagający, byliśmy karmieni w wielu miejscach, bo to my znowu pomagamy innym…
  • Po doniesieniach z pierwszych dni o chaosie i pełnej improwizacji, akcja pomocowa na granicy zrobiła teraz bardzo pozytywne wrażenie – Polska może być z tego dumna!

W pobliskim punkcie recepcyjnym spotkaliśmy wójta Dorohuska, który był dumny ze swoich ludzi, ale wyraził swoje zmartwienie sytuacją za kilka miesięcy. Jaka będzie wtedy chęć pomocy i jak to wszystko będzie wyglądało finansowo…? Dla nas było to dodatkową zachętą w naszym podejściu zaangażowania już teraz w działaniach w dłuższej perspektywie!

Każdy może się zarejestrować, odpocząć, otrzymać ciepły posiłek, polski numer telefonu i otrzymać pomoc medyczną we wspomnianym punkcie recepcyjnym. Nieco dalej w budynku jest rejestracja i logistyka kierowców odbierających uchodźców. Zdecydowaną większość tej pracy wykonuje zespół niezwykle przyjaznych i pracowitych wolontariuszy – a jednak atmosfera jest bardzo podwójna…

Oprócz wewnętrznej granicy niemieckiej w Helmstedt pod koniec lat 80. nigdy nie doświadczyłem granicy, którą można czuć prawie fizycznie. A tu można było zobaczyć wszędzie to uczucie wokół siebie: u wielu ludzi widać jak napięcie, strach i presja spadły z nich dzięki temu, że znajdują się po bezpiecznej stronie granicy. Ale w chwili, gdy łapią oddech, wielu z nich płacze… A gdy jeden z nas w cichym objęciu chce taką osobę pocieszyć, wybuchają jeszcze bardziej łzami.

Są wdzięczni za otrzymane wsparcie, ale wielu z nich to zagubieni ludzie, którzy nie mieli pojęcia, co dalej. W pobliżu granicy prawie nie ma miejsc na nocleg, a z naszego doświadczenia z Poznania wiemy, że głębiej w Polskę często nie jest lepiej. A to dopiero pierwsze kroki. Wielu dzisiejszych uchodźców przyjeżdża z niejasnym planem; może zostać w Polsce, może wyjechać do Niemiec, ale tam nikogo nie znają… Opracowanie tych planów zależy od wielu rzeczy i w tym właśnie jako Bread of Life Życia widzimy wielkie wyzwanie dla nas. Nie dla setek tysięcy ludzi, którzy codziennie przekraczają granicę, ale dla tych nielicznych (?) z którymi mamy do czynienia osobiście – w Dorohusku byliśmy tylko kilka godzin, ale tam też zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby znaleźć nocleg i zorganizować pieczę nad kilkoma osobami, których tam spotkaliśmy.

Luda i jej dzieci, 12-letnia Aljosza i 10-letnia Darina, przyjechały do ​​Poznania przez Zamość w ubiegłą środę, otrzymały tymczasowe schronienie w naszym budynku przy ul. Ostrobramskiej, a w tym weekendzie zostaną przyjęci na dłuższy czas przez znaną nam parę, która obiecała wszelkie wsparcie i opiekę! Jakie to piękne!?

W Zamościu i Warszawie odwiedziliśmy zbory ewangeliczne, które odgrywają teraz fantastyczną pionierską rolę w kryzysie uchodźczym. Te kontakty były wzruszające!

Na przykład zbór w Zamościu to hub dla uchodźców, którzy świadomie szukają pomocy u chrześcijan. Z tego kościoła udzielana jest wszelka pomoc, od masy kanapek i jedzenia, które pomogliśmy przygotować, po armię kierowców, ochotników polskich i zagranicznych, którzy jeżdżą tam i z powrotem. Żywność do granicy, uchodźcy do kraju.

W Warszawie, stołeczny Kościół Zielonoświątkowy, kilkaset metrów od Dworca Centralnego, stał się teraz kluczowym punktem pomocy. Otrzymaliśmy tam wiele praktycznych informacji o skutecznym wsparciu, budowaniu zaufania wśród uchodźców do proponowanych rozwiązań i różnych formach profilaktyki. Wspaniale było zobaczyć, jak pracują inni – inspiracja, której szukaliśmy!

I tak nasze granice zostały ponownie przesunięte…

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.